Szkolnictwo – kolejna publiczna porażka

Jesteś za czy przeciw strajkowi nauczycieli? Dla mnie to jakiś cyrk! Nie zrozum mnie źle. Uważam, że każdy powinien zarabiać godne pieniądze za swoją pracę. Sam mam mamę nauczycielkę. Kiedy jednak słyszę o tym strajku to mnie trzęsie. Nie tędy droga!

Po pierwsze, to „strzał w pysk” wszystkim którzy mają normalną pracę. Nikt z nas, kiedy chce podwyżkę nie może powiedzieć, że nie przyjdzie do pracy do póki jej nie dostanie. Jeżeli ktoś chce protestować to może to zrobić w formie wypowiedzenia. Każdy z nas, nawet jeśli pracuje za niegodne pieniądze i jest wykorzystywany, musi po prostu znaleźć inną pracę.

Po drugie, forma organizacji strajku to również porażka. W niedzielę wieczorem nadal nie wiedziałem co mam zrobić z dziećmi. Różne źródła podają rozbieżne informacje. Przysługuje zasiłek, nie przysługuje, zajmą się dzieckiem, nie zajmą. Zasiłek to 80% wypłaty, urlop to strata cennych, wolnych dni w roku. A co mają zrobić ci którzy po prostu nie mogą zniknąć nagle z pracy?

Po trzecie? Jak to niby pomoże naszym dzieciom, co niby zmieni się na lepsze?

Wszystko co publiczne w tym kraju to porażka

Czy wam też się tak wydaje? Służba zdrowia, szkoły, transport, KOPALNIE. Czy coś działa tak jak powinno? Nie mówię już nawet o finansach ale o jakości usług.

Jak wy wspominacie szkołę? Pamiętacie coś? Ja pamiętam swoje liceum. Podejście nauczycieli, materiał, po prostu fabrykę niemyślących samodzielnie robotów którzy wszystko „zakuwali” i zapominali.

Teraz? Więcej prac domowych, korepetycji i siedzenia na świetlicy niż faktycznej nauki. Zajęcia dodatkowe? Religia! Regułka goni regułkę. Napisz wypracowanie na temat książek ale pamiętaj, że musisz napisać o tym i o tym bo jak zapomnisz to pała.

Wiecie który system edukacji uchodzi za najlepszy na świecie? Fiński. Tam zawód nauczyciela jest elitarny. Jakże inaczej wygląda nauka. Nie będę wam tu opisywał wszystkiego bo jest tego dużo. Polecam gorąco poczytać np. tutaj.

W skrócie dzieci przygotowuje się do życia, zaszczepia się w nich chęć do nauki, traktuje indywidualnie, pozwala rozwijać w wybranych przez siebie kierunku.

„Każdy jest geniuszem. Ale jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewa, to przez całe życie będzie myślała, że jest głupia.”

anonim

Jak myślicie kiedy u nas będzie się stawiać na młodych ludzi? Kiedy zawód nauczyciela będzie elitarnym? Jak bardzo nowoczesny będzie system edukacji pod rządami pani Zalewskiej czy jej następcy? Podpowiem Ci, NIGDY. Do póki będzie to w łapach rządu będzie to „piąte koło u wozu” gdzie nikt nikogo nie rozlicza, nie mówiąc już o motywacji. Rozwiązanie? Bardzo proszę:

Prywatyzacja!

Co by się stało gdyby wszystkie (prawie) szkoły były prywatne? Nikogo by nie było stać? Co z programem nauczania? Jak to?! A przecież takie szkoły już działają i wcale nie przyciągają tylko „bogaczy”.

Wydaje się wam to niemożliwe? Długo nie musiałem szukać: prywatna szkoła podstawowa w Legnicy. Co w ofercie? podstawa programowa, język angielski i niemiecki po 3 godziny tygodniowo, basen, taniec, szachy, informatyka. Za 280 złotych miesięcznie.

Aby nie pokazywać tylko najtańszych rozwiązań, kolejna szkoła: prywatna szkoła podstawowa Żorek. Co prawda tutaj płacimy 440 złotych przez 10 miesięcy. Możliwe są rabaty ale nie będę się tutaj rozpisywać. Ciekawy jest jednak plan lekcji. Moja córa chodzi do drugiej klasy. Średnio ma 4-5 lekcji, w porywach, o ile komuś coś nie wypadnie – a to zdarza się co raz częściej. Później siedzi, praktycznie, bezproduktywnie na świetlicy.

Przyjrzyjmy się jak wygląda plan lekcji w wyżej wymienionej szkole. Klasa 2. Dzień w dzień zajęcia od 8:00 do 15:00. Angielski 5 razy w tygodniu, plus jeden raz z native speakerem, basen, robotyka, programowanie, retoryka, szachy. Potem, do godziny 18:30 świetlica i UWAGA kółka! teatralne, wokalne itp.
Jak to wszystko ma się do szkół Waszych pociech? Nasza może tylko pomarzyć!

A kogo na to stać?!

Na początku, też tak pomyślałem. Zastanówmy się jednak. Co by było gdyby rząd dał nam wybór – szkoła publiczna i podatki lub placówka prywatna i ich brak. Wiecie ile, według tej strony zapłacił każdy z nas na edukację w 2017 roku? 2350 złotych! W 2016 było to 1850. Także podejrzewam, że w 2018 kwota zbliżała się do 3000 złotych. Ile to miesięcznie? Niecałe 200 złotych. To już połowa czesnego w tej droższej szkole. Do tego mogły by dochodzić jakieś ulgi itp. (myślę tutaj o przypadku rodziny 2+2, gdyby chodziło o rodzinę 2+1 no to już mamy na czesne).

Nie jestem specjalistą od finansów publicznych ale przecież system edukacji kosztuje państwo krocie, jeżeli szkoły publiczne zaczęły by się zamykać jedna po drugiej to rząd musiałby mniej wykładać z kasy.
Odbieramy 500+ więc, część tej kwoty można by też dołożyć.

Pomyślmy o korepetycjach i zajęciach dodatkowych! Płaciłem 150 złotych miesięcznie za dwa zajęcia na basenie. Kółka taneczne, dodatkowy angielski czy drugi język. W wyższych klasach korepetycje z matmy, fizyki i nie wiadomo czego jeszcze. Niech każdy zrobi swój rachunek.
Jestem przekonany, że jakby pozbierać to wszystko w całość to nawet gdybyśmy mieli zapłacić 500 złotych miesięcznie to i tak wyszlibyśmy na tym lepiej.

I had a dream…

Wyobraź sobie, że rząd daje nam taką furtkę, co raz więcej ludzi przekonuje się do prywatnych szkół. Placówki publiczne zanikają do minimalnej ilości – oczywiście zawsze będzie patologia, ludzie których nie obchodzą za bardzo swoje dzieci itp. Edukacja jest obowiązkowa więc gdzieś dzieci z takich rodzin będą musiały się uczyć.

W każdym mieście pojawia się kilkanaście szkół prywatnych które walczą o uczniów. To prosta logika. Konkurencja!

Szkoły przebijały by się z ofertą zajęć dodatkowych, wycieczek, formy w jakiej dziecko spędza czas w szkole itp. Wysokość czesnego też byłaby konkurencyjna.

Nagle, dobrzy nauczyciele, których kochają dzieci, którzy potrafią przekazać wiedzę tak aby dziecko nie musiało chodzić na korepetycję, staliby się „towarem pożądanym”, nie musieli by martwić się, że zarobią 2000 złotych. Słabi nauczyciele nie mieli by prawa bytu a nie dożywotni etat jak teraz.

Wyobraźcie sobie, że wasze dziecko nie jest tylko jedną z owieczek w wielkim stadzie którym tłucze się wiedzę bez pomyślunku i bez możliwości negowania czegokolwiek. Jest jednostką którą motywuje się do kreatywności i rozwijania w tym kierunku który lubi.

Robotyka, programowanie, języki, moralność, życie w społeczeństwie, podstawy polityki, finanse, tańce, szachy, basen!

A może przy okazji albo i przede wszystkim dzieci uczono by jak być szczęśliwymi ludźmi przygotowanymi do życia, tak jak to robią Finowie?

Może wtedy zaczęli byśmy się zmieniać w świadome społeczeństwo które nie wybierze partii politycznej bo obiecuje cuda, nie mielibyśmy „frankowiczów”, i tyle wszechobecnego, sfrustrowanego buractwa!?

Nieunikniona przyszłość?

Zastanawiam się, czy przypadkiem, to już nie zaczyna się dziać. Jeżeli jesteśmy chorzy to leczymy się prywatnie. Jeżeli zależy nam na wykształceniu dzieci to wysyłamy je na korepetycje i zajęcia dodatkowe. Z tym, że teraz oprócz tego jesteśmy dodatkowo okradani przez rząd.

Lekarzy już zaczyna brakować a o stanie szpitali pisałem już wcześniej. Kiedy zacznie brakować nauczycieli a szkoły publiczne staną się czymś na podobieństwo szpitali?

Ilu ludzi musi jeszcze umrzeć i ile bezsensownych protestów musimy znieść zanim uświadomimy sobie, że można inaczej, po prostu, PO LUDZKU.