Patologia polskiej polityki

„Potrzebujemy lidera który ich weźmie za pyski!”, „Ktoś powinien założyć partię polityczną na którą będzie można głosować!”. Czy naprawdę w to wierzysz? Ilu już próbowało ? Lepper, Mikke, Kukiz. Ten ostatni był chyba najbliżej. Co by o nim nie mówić, z większością jego wypowiedzi się zgadzam. Trafił on do serc młodych ludzi i dał nadzieję, że w końcu jest na kogo głosować.  Zdobył trochę poparcia, tylko co z tego? Siedzi teraz w sejmie, jest zapraszany do porannych programów w telewizji… i to by było na tyle. Ludzie w jego partii zaczynają się wykruszać. Jeden ma problemy z prawem kilku innych okazało się narodowcami. To jednak nie wpis o Kukizie i jego partii.

Czy owa klika, ta hydra, siedząca na samej górze niczym bogowie na olimpie, jest do ruszenia? Ja przechylam się do myślenia, że po ścięciu jednej głowy tej bestii wyrosną dwie następne… jeszcze gorsze. Oni już nie tylko siedzą przy korycie, wręcz się do niego przykuli kajdankami. Gdzie nadzieja? Moim zdaniem, na samym dole. Musimy stawiać na ludzi młodych, weryfikować ich od samego początku ale i od „małego” wspierać. Tu pojawia się jednak problem.

Przyznaj się. Ilu lokalnych polityków znasz? Kto jest radnym?  Kto jest wójtem?  Jakie mają poglądy? Co planują zrobić podczas swojej kadencji? Jeżeli chodzi o mnie? Ja nie wiem! Przyznam Ci się też, chociaż trochę mi wstyd, nawet nie byłem na wyborach! Bo i po co?! Iść tylko po to aby głosować na mniejsze zło? I co to da? To właśnie geneza naszego problemu!

Wyścig szczurów

Zwrot ten bardziej kojarzy się z jakąś korporacją, ale przecież pasuje też do naszego życia, czyż nie? Do mojego na pewno.  Każdy chce więcej zarabiać, mieć dobrą pracę, żyć na co raz to wyższym poziomie, posiadać jakąś pozycję społeczną.

Mój dzień wygląda jak seria walk. Rano, potyczka z dziećmi aby je wyszykować do szkoły czy przedszkola. Następnie, ośmiogodzinna batalia w pracy. Wracam do domu, trzeba coś ugotować, odrobić lekcję, zawieść dzieci na zajęcia dodatkowe itd, itp. Kiedy w końcu siądę jest już dwudziesta. Wiadomości? Daj spokój! Tego nie da się oglądać!

Brzmi znajomo? Oczywiście, im starsze dzieci tym, powiedzmy, więcej czasu. A może Twoje już są dorosłe? Ale czy nie jest tak, że zawsze jest coś do zrobienia? Obowiązki, zajęcia, może jakieś hobby. Pędzimy przez nasze życia z prędkością światła. Gdzie tu moja droga/mój drogi czas na politykę? Na życie społeczne?

Szum informacyjny i propaganda

Jak więc wybieramy polityków? Zastanów się, kiedy interesujemy się tym tematem? Moja odpowiedź: nigdy! Kiedy docierają do nas informacje? Jeżeli zdarzy nam się włączyć telewizor i usłyszymy o kolejnej aferze. Kto z kim spał, kto się upił, kto popiera homoseksualistów, kto lubi ubierać pończochy. Kiedy indziej? W ten magiczny okres… czas wyborów! Kiedy wszystkie billboardy ozdobione są twarzami ludzi których nigdy nie widziałem. Kiedy każdy wolny metr kwadratowy płotu w mojej wsi zasłonią te dziwne karykatury praworządności, honoru i chęci do działania.

Tylko co to za informacje?… warte tyle co prognoza pogody na pustyni.

Piękny czas wyborów. Tysiące pomników świadczących o chorobie naszego systemu.

Pomyśl jednak jak to działa, jak nisko upadliśmy. Teoretycznie i niestety praktycznie, wygrywa ten który ma najwięcej plakatów i najgłośniej krzyczy… „JAK TO?! Chcesz wiedzieć czegoś więcej? O moim programie i planach, o mojej osobie?! Przecież to by się nie zmieściło na plakacie! Nie wystarczy ci słowo „praworządność” i moja facjata?”.

Robienie polityki – moimi oczami

Ja to widzę tak: w Polsce są dwa żelazne obozy; lewy i prawy (jest tam jeszcze coś, powiedzmy, po środku; ale nigdy się nie liczyło). Obie grupy bazują na ludziach głęboko poddanych indoktrynacji politycznej, czy to przez rodziców czy grupy w których się obracały. Są to jednostki które nie słyszały o czymś takim jak samodzielne myślenie i logika. Choćby „ich” polityk zadźgał kogoś na oczach wszystkich, to i tak powiedzą, że ten drugi się potknął i nadział, a w ogóle to była samoobrona.  

Na tym bazują politycy! Zauważyliście, że jeżeli gdziekolwiek pojawia się temat polityki to zawsze jest to albo afera, albo obietnice polityczne? (ale nie konkretne np. „wybudujemy szpital”) nie! To zawsze deklaracje związane z głównymi filarami, wyżej wspomnianej  indoktrynacji: „nie będzie uchodźców!”, „in vitro do zło!”, „niedziele wolne od handlu!”, „prawa adopcji dla homoseksualistów!”.

Czy widzisz już do czego zmierzam? Przecież polityka to nigdy coś konstruktywnego. To zawsze karmienie swoich, wiernych trolli! A co z resztą społeczeństwa która nie należy do żadnej z tych grup? No właśnie.

Odkąd pamiętam, te dwa obozy polityczne były sobie równe, a to czy wygra jeden czy drugi zależało od tego czy uda im się dotrzeć do ludzi spoza swojego, żelaznego elektoratu.

Tylko jak dotrzeć do ludzi którzy przestają oglądać telewizję? Którzy przestają chodzić do kościoła, którzy już dawno wykreślili politykę z listy swoich zainteresowań?

No jak to jak? Co miesiąc, dwa trzeba rozkręcić taką szopkę, żeby nawet ci spoza kręgu „ślepych wyznawców” wzięli udział i mieli o czym rozmawiać podczas śniadania w pracy, a nuż któryś dołączy!

 I tak, proszę Ciebie, mamy: in vitro, miesięcznice, Smoleńsk, związki tej samej płci, aborcję, piramidy finansowe. Tak! Część z nich to ważne, dla niektórych, tematy i nie chce umniejszać ich wagi. Kiedy jednak są wykorzystywane do celów propagandowych to są jak fajerwerki. Wybuchają na naszym niebie pełnią kolorów robiąc hałasu co niemiara. Kilku ludzi się zachwyci, może nawet wzruszy a następnego dnia zapomni. Takie „akcje” to tylko przemieszanie zupy w kotle w celu wyłowienia kilku klusek, które można potem wcielić w swoje szeregi.

Z pomocą przychodzi też internet! Czy wiecie dlaczego PIS wygrał wybory? Ja jestem przekonany, że dzięki szeroko zakrojonej kampanii hejtu w sieci! Zastanówcie się, czy kiedyś social media ociekały aż tak żółcią? Nie! W moim odczuciu to właśnie ta partia poznała się na ciemnej stronie mocy internetu jako pierwsza. Partia która zrzeszała ludzi niewykształconych, religijnych i konserwatywnych nagle zyskała nowy, młody elektorat… bo tak ładnie przedstawiła swój program? Błagam! INTERNET. Właśnie tak można dotrzeć do młodych, jeszcze nie strutych, umysłów. Jeden mem, dwie strony „patriotyczne”, klik tu klik tam…i już ciebie mały trollu w partii mam…

Tkwimy więc w tych patowych realiach a rządzącym to bardzo odpowiada. Nowi politycy nie mają szans na zdobycie swojego, żelaznego elektoratu. Nie stać ich na zrobienie afery w mediach. A nawet jeśli uda im się zebrać grupę ludzi którzy chcą coś zmienić to i tak mogą zostać zablokowani przez odpowiednio skonstruowane prawo. Jak więc dotrzeć do kogokolwiek? Przecież ludzie nie mają czasu ani ochoty interesować się życiem publicznym… nie dziwie im się, a ty?

A gdyby wykorzystać moc jaką jest internet w inny sposób? Gdyby ludzie młodzi, działacze, ludzie na których można głosować mogli liczyć na żelazny elektorat? To już temat na inny wpis… jeszcze nie jesteś gotów/gotowa abym Ci o tym opowiedział.

W międzyczasie, powiedz mi, jak to jest z wiedzą o politykach w Twoim przypadku? A może widzisz to wszystko zupełnie inaczej ? Debatujmy!

Jeżeli jeszcze nie przeczytałeś/przeczytałaś mojego pierwszego wpisu to zapraszam TUTAJ.